Założenie sklepu internetowego

Podobne podstrony
 
Wyświetlono posty znalezione dla słów: Założenie sklepu internetowego




Temat: dzis uswiadomilam sobie ze mam fobie spoleczna
ja nie stawiam sobie diagnozy i pewnie do specjalisty z tym nie pojde, ale widze
ze mam wiekszosc problemow o ktorych tu piszecie, a apogeum bylo w okresie
dojrzewania i szkoly sredniej, moge podac kilka przykladow i cytatow ktore mnie
dotycza, na onecie znalazlam objawy:
- "Charakterystycznym objawem fobii społecznej jest nieuzasadniony lęk przed
telefonowaniem, tak dzwonieniem do kogoś jak i odbieraniem telefonów; może się
on pojawić już w dzieciństwie."
- "Fobia ta ujawnia się zwykle w okresie dojrzewania, choć to nie reguła. Bardzo
mocno wpływa na codzienne życie. Fobicy praktycznie rezygnują z normalnego życia
towarzyskiego, a nawet ograniczają wychodzenie z domu do niezbędnego minimum,
bo, poza najbliższymi krewnymi, zwyczajne kontakty z innymi autentycznie
stresują ich."
- "Często występują objawy somatyczne jak nagłe czerwienienie się, pocenie się,
łzawienie, drżenie, usztywnienie mięśni, czasem mrowienia, kołatanie serca,
trudności w oddychaniu,"
-"Strach przed zażenowaniem, kompromitacją lub upokorzeniem zwykle doprowadza do
unikania takich sytuacji,"
- "Bardzo powszechne jest nadużywanie internetu i/lub gier komputerowych. Rzeczy
te, poza dostarczaniem rozrywki, zastępują fobikom zwykłe relacje towarzyskie,"

A teraz cos od siebie: ogolnie jakos tak od okresu dojrzewania stalam sie bardzo
niesmiala, bylo to zwiazane z nadwaga, ktora mialam. Zaczelam sie izolowac. W
szkole sredniej mialam takie problemy jak tu opisujecie (np lek przed
korzystaniem z toalety - gdzies tu przeczytalam zdanie, ze ktos nie byl ani razu
w szkole w toalecie,ja mialam podobnie), i wiele innych problemow zwiazanych z
codziennymi sytuacjami, np zakupy ( do tej pory nie lubie chodzic do sklepow
gdzie jest sprzedawca, gdzie chce cos doradzac, gdzie mialabym cos wybierac
(wole isc i wybierac do supermarketu niz mialoby to byc w zwyklym sklepie), duzo
moznaby wymieniac. Ale wszystko nieco sie zmienilo jak schudlam i nabralam
wiecej pewnosci siebie, wtedy faceci zaczeli sie mna interesowac, mialam jednego
chlopaka, drugiego, o dziwo najblizsi znajomi i moi chlopcy nigdy nie
postrzegali mnie jako osobe ktora mialaby objawy tej fobii, raczej jestem
postrzegana jako osoba normalna, bardziej smiala niz niesmiala. Jedynie moj
przedostatni chlopak z ktorym bylam 3 lata czasem nazywal mnie "dzikiem". Moj
obecny jest bardziej zamkniety w sobie.
A teraz? mam 25 lat, niby sprawiam wrazenie osoby smialej, ale tak naprawde
tylko ja wiem, ile kosztuje mnie nerwow zycie codzienne, nie wspominam juz o
nerwach typu rozmowy kwalifikacyjne (przed ostatnia musialam wziac proszki na
uspokojenie),ale stresuja mnie tez do tej pory sytuacje z zakupami (chodzi o to
co wyzej napisalam), poza tym kazda sprawa urzedowa ktora mam zalawic to
meczarnia, zawsze wczesniej rozmyslam kilka dni, zawsze sie boje ze gdzies nie
trafie, ze cos zrobie nie tak. W kazdej sytuacji chce sie zachowywac tak jakbym
wiedziala i znala wszystko i bardzo boje sie komromitacji, zawsze musze wiedziec
gdzie isc, do ktorego okienka, do ktorego pokoju itd, to mnie stresuje. Poza tym
np zalatwienie reklamacji w sklepie jest ponad moje sily. A w pracy? Niby jestem
lubiana, jestem w pokoju z 10 osobami, odzywam sie czasem itd, potrafie
zartowac,ale jak zostaje z kims sam na sam na kilka godzin to sie juz wcale nie
odzywam prawie, ciagle mam wrazenie ze nie mam nic do powiedzenia, pracuje tu
dwa miesiace i ciagle nie czuje sie zintegrowana z grupa. Jak np kilka osob
idzie na przerwe i mnie wolaja tez, to czesto sie wymiguje i nie ide z nimi
przez jakis nieokreslony lek, ze bede musiala z nimi gadac nie sluzbowo, sama
nie wiem. Jest bardzo duzo sytuacji takich codziennych, moglabym ksiazke o tym
napisac. Gdzies tez czytalam, tu albo gdzie indziej ze fobicy otwieraja sie
tylko w srodowisku bezwzglednej akceptacji, jak czuja sie bardzo akceptowani, ja
mam tak samo.
ale z drugiej strony mam tez akcje, ktore nie sa podobne do fobika, np zalozylam
duze forum internetowe, jak bylam jeszcze singlem (teraz juz ma ponad 300 osob)
i nie mialam leku przed spotaniem w grupie ludzi z netu (chociaz widze ze i Wy
fobicy sie spotykacie ;) no i z facetami nie mam wiekszych problemow jak juz
pisalam, nie krepuja mnie raczej randki nawet w ciemno.



Temat: Straż Miejska w Zabrzu
Pijacy zamiast ławki

Czwartek, 19 sierpnia 2004r.

Ludzie boją się mówić. Mieszkańcy ul. Wawrzyńskiej na osiedlu Helenka, obawiają
się wychodzić na podwórko. Nic dziwnego, kamienice, ustawione rzędami, kryją w
sobie smutne tajemnice. Między budynkami, zamiast placu zabaw, są sklepy
monopolowe, a nieopodal siedzą mężczyźni, piją wino, albo wódkę.

> TU JEST ZDJECIE <

– Na dwie klatki przypadają 3 sklepy sprzedające alkohol, również na zeszyt. Po
otrzymaniu zasiłku czy też renty, pijaczkowie spłacają długi i ponownie
zaczynają pić. Nasze piękne, zielone miejsca, szlag trafił. Nie mamy nawet
gdzie siedzieć, bo wszystko jest zdewastowane przez meneli, którzy oficjalnie
pokazują, kto tu rządzi. Swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają gdzie
popaddnie, także w klatkach schodowych – denerwuje się jeden ze zrozpaczonych
mieszkańców Helenki.

Jak dowiedzieliśmy się od mieszkańców osiedla, przy ul. Wawrzyńskiej była
kiedyś ławka, którą jednak trzeba było zlikwidować, ze względu na podpitych
awanturników, którzy hałasowali, przez całe noce sącząc trunki w plenerze.
Ławeczkę wykopano, problem burd i pijaństwa nie zniknął. Zrozpaczeni zabrzanie
zastanawiają się czy nie lepiej zlikwidować problem pijaństwa niż pozbywać się
ławek, na których mogliby wypoczywać.

– Jest policja i dzielnicowy, który udaje, że nie ma żadnego problemu, ba gdy
się pojawi, menele udają naszych sąsiadów, albo szybko się rozchodzą. Problem
wraca, gdy tylko dzielnicowy opuszcza podwórko. Strażnicy miejscy patrolujący
ulicę wozem, robią tylko rundę honorową i nawet z samochodu nie wysiadają.
Szkoda paliwa na takie interwencje – zaznacza starszy człowiek.

Mieszkańcy twierdzą, że boją się otwierać okna, przez które wpada głównie smród
fekaliów i krzyki zapijaczonych „biesiadników”.

– Żyć się tu normalnie nie da. Nie mamy się gdzie podziać. Mieszkamy jak w
slumsach. Straszą, że nam okna w domach powybijają, jak będziemy mieć
pretensje. To wszystko przez bezrobocie. Nie mają pracy i piją z tego powodu –
mówi mieszkanka osiedla.

Zarówno dzielnicowy, jak i jego przełożeni, są zaskoczeni naszym telefonem. Nie
doszły do nich żadne sygnały dotyczące problemów przy ul. Wawrzyńskiej.
Twierdzą, że ulica jest patrolowana „nawet” raz w tygodniu. Nieco bardziej
konkretne wiadomości uzyskaliśmy natomiast od straży miejskiej.

– W sprawie ul. Wawrzyńskiej założyliśmy już dwie karty interwencji. Takich
miejsc jest w Zabrzu bardzo dużo. Staramy się przynajmniej raz dziennie
patrolować rejon Wawrzyńskiej, legitymujemy pijące osoby, robimy kontrole. Od
połowy czerwca realizujemy akcję „Zero tolerancji dla alkoholu”, w ramach
której nadzorujemy sklepy monopolowe oraz dzielnice najbardziej zagrożone
alkoholowymi burdami. Niedawno otrzymaliśmy na stronie internetowej straży
miejskiej, zgłoszenie od mieszkańca ul. Wawrzyńskiej i z pewnością nie
pozostawimy sprawy bez odzewu – mówi Krzysztof Raszpla, zastępca komendanta
straży miejskiej w Zabrzu.

Monika Foltyn - Dziennik Zachodni






Temat: Ciekawe.
Również ciekawe

Na wstępie chciałbym powiedzieć, że nie jestem lutnikiem i nie zajmuję się
budową gitar elektrycznych na zamówienie.

Moja fascynacja gitarą zaczęła się trzydzieści lat temu. W latach
siedemdziesiątych trudno było zrealizować marzenie o zbudowaniu własnej gitary
elektrycznej , a jednak to właśnie wtedy, mając 15 lat, wykonałem swój pierwszy
instrument. Teraz z perspektywy czasu widzę, że zabrałem się do tego
nieprofesjonalnie, ale za to z dużym zapałem. Efektem mojej pracy była
wymarzona gitara. Niestety, nie zachowała się do dnia dzisiejszego.

Teraz mając 45 lat, za namową moich córek (posiadaczek czterech gitar),
postanowiłem ponownie przystąpić do budowy gitary, ale już w sposób właściwy.

Pracę rozpocząłem od studiowania tematu, wyszukiwania potrzebnych informacji z
różnych stron internetowych. Pozwoliło mi to stworzyć projekt gitary.

Jeszcze na tym etapie nie zastanawiałem się, czy będzie to stratocaster, czy
inny rodzaj gitary. Jednak założyłem wstępnie menzurę 25,5".

Bardzo wiele informacji konstrukcyjnych zawiera strona firmy Warmoth. Ponieważ
ich oferta zawierała bogatą kolekcję elementów do budowy gitar, zdecydowałem
się zamówić u nich podstrunnicę, napinacz i progi.

W owym czasie nie wiedziałem, że takie same elementy mogę kupić w Polsce (np. w
Firmie MAYONES). Po kilku tygodniach otrzymałemz USA przesyłkę z potrzebnymi
częściami. Wtedy zdecydowałem się na stworzenie dokumentacji fotograficznej
całego przedsięwzięcia i docelowo strony www.

W zaprzyjaźnionym sklepie muzycznym zakupiłem mostek tremolo jednostronny i
klucze (maszynki, stroiki). Już w tym momencie postanowiłem, że będzie to
Stratocaster. Zacząłem konstruować gitarę.

Stworzyłem dokumentację gitary w postaci wielu rysunków technicznych. Powyższy
rysunek poglądowy pokazuje główne wymiary.

Będąc na wakacjach w Szczecinie, zakupiłem w sklepie muzycznym gotową maskę z
przetwornikami do Stratocastera. Tak więc miałem już komplet niezbędnych
części.

Teraz należało zaopatrzyć się w dobrej jakości drewno. Muszę przyznać, że jest
to niezwykle trudne. Kupienie drewna było ogromnym problemem, ale poszukiwania
zakończyłem sukcesem. Udało mi się znaleźć drewno, sezonowane, u stolarza -
artysty, który zajmuje się renowacją starych, zabytkowych mebli. On przygotował
drewno na korpus i szyjkę.

Rysunki elementów gitary naniosłem na przygotowane drewno za pomocą taśmy
dwustronnej. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że jest to bardzo ważna operacja.
Na rysunkach umieściłem również istotne wymiary, które kontrolowałem w trakcie
przyklejania. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że papier zmienia wymiary pod
wpływem wilgoci.

Zarówno korpus, jak i szyjkę gitary, wyciąłem za pomocą pilarki i następnie
metodą obróbki ręcznej uzyskałem pożądane kształty.

Najważniejszym momentem budowy gitary było wykonanie w korpusie gniazda na
szyjkę. Przyznaję, że miałem wiele obaw, ale zachowując wszystkie wymogi
wymiarowe, udało mi się wykonać bardzo dobre połączenie tych dwóch elementów.
Tak więc szyjka wchodzi z lekkim wciskiem w korpus i posiada w nim jednoznaczne
położenie.

Połączyłem te dwa elementy za pomocą wkrętów M6. Zastosowałem wkręty z gwintem
metrycznym w celu łatwego montażu. Było to odstępstwo od istniejących rozwiązań
firmy Warmoth, która stosuje do połączenia tych elementów wkręty do drewna. Ja
zamocowałem w szyjce tulejki ze stali kwasoodpornej, w które wkręcane są
wkręty.

Wiele pracy poświęciłem na wykonanie otworów pod przetworniki. Ponieważ
posiadam jedynie frezarki do metalu (małe obroty - rzędu 1200, a potrzebne do
dobrego frezowania drewna ok. 16000) tak więc jakość tych otworów jest mało
zadowalająca ze względu na przypalenie drewna, ale pod maską jest to
niewidoczne.

Po zakończeniu obróbki zmontowałem gitarę i założyłem struny. Upewniłem się co
do właściwego położenia wszystkich elementów. Rozebrałem gitarę i rozpocząłem
obróbkę wykańczającą szpachlowanie, malowanie. Szpachlowanie szpachlówką
akrylową pozwoliło na zniwelowanie niedokładności. Wielokrotne malowanie
lakierem w sprayu odniosło pożądany skutek.

Po zmontowaniu, zaekranowałem komory przetworników za pomocą folii mosiężnej.
Zwracam uwagę na "masowanie", gdyż niwelujemy w ten sposób "brum"; do pewnego
minimum.

Strojenie gitary i dobór menzury dla strun wykonałem za pomocą tunera.

Tak wygląda moja gitara elektryczna.

Wydawało mi się, że poprzestanę na tej jednej gitarze, ale w tym roku znowu
byłem w Szczecinie i w Firmie Bracia Ludwińscy zakupiłem mahoń na następne dwie
gitary. Mam nadzieję, że na jesieni spróbuję powtórzyć budowę, ale już nie
stratocastera. Tym razem chciałbym zrobić konstrukcję w oparciu o humbuckery.




Temat: W "SM" Południe mają "problem"

Poniedziałek, 24.10.2005 Rafała i Marcina

RADOMSKIE

Zmień region:

świętokrzyskie
radomskie
podkarpackie

Echo Dnia [najważniejsze, z Radomia] wiadomość z dnia 2005-10-24

Wypływają pieniądze

W radomskich blokach ginie nawet woda w rurach!

W sieciach wodociągowych radomskich spółdzielni mieszkaniowych... ginie woda.
Wielce prawdopodobne, że jest to skutek kradzieży, jakich dokonują zmyślni
lokatorzy. Problem w tym, że za ubytki najwięcej płacą ci, którzy są uczciwi i
nie chcą korzystać ze złodziejskich "sposobów" na oszukanie wodomierzy.

Waldemar Walczuk, prezes "Południa", nie wyklucza, że ubytki są skutkiem
kradzieży wody. Z kontroli, jaką przeprowadzono w mieszkaniach lokatorów,
wynikało, że aż 15 procent wodomierzy budziło podejrzenia. Na gorącym uczynku
przyłapano zaś lokatora, który miał założony na urządzeniu specjalny rodzaj
magnesu, który jest w stanie wstrzymać ruch strzałki w wodomierzu. W innych
znaleziono mikroskopijne otwory, pozwalające wstrzymać element mierzący
przepływ wody za pomocą szpilki.
Kto traci najbardziej na złodziejskim procederze? Okazuje się, że
nie "Wodociągi Miejskie", które otrzymują należne pieniądze od spółdzielni. Te
pokrywają bowiem straty z funduszu eksploatacyjnego spółdzielni. W efekcie za
wodę płacą drożej lokatorzy, którzy nie potrafią "podkręcić" wodomierzy. I
robią to dwa razy - za sąsiada-złodzieja i płacąc składkę na fundusz w czynszu.

Oszukują jak chcą
Lokatorzy mają wiele sposobów na "oszukanie" wodomierzy. Najpopularniejsze to:
specjalny magnes - zatrzymuje lub spowalnia element mierzący przepływ wody,
otworki w korpusie - pomiar zatrzymuje włożona w nie szpilka, mocny cios -
zaburza pracę urządzenia.

/jp/ echo dnia

[ wersja do druku ]

Dodaj swój komentarz do artykułu.
Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania wypowiedzi zawierające treści
powszechnie uznawane za obraźliwe.

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Tutaj wpisz swój komentarz.

Nadawca:

- Aż 15 procent skontrolowanych przez nas wodomierzy miało jakieś usterki -
mówi Waldemar Walczuk, prezes Spółdzielni "Południe".
fot. J. Petz

Działy: najważniejsze z kraju i ze świata z Radomia z regionu

Dodatki: Echo sportowe Mój Dom Nasz Styl Zdrowie Super Relaks Na
Luzie

Extra: Wielki Plebiscyt Auto Jesieni 2005

Sklep Echa Dnia wejdź do sklepu dzisiaj w promocji

Redakcja O gazecie Reklama Archiwum ED Forum ED Napisz do nas

© Copyright by Echo Media sp. z o.o. 2005. Wszelkie prawa do publikowanych w
niniejszym serwisie internetowym materiałów tekstowych jak i zdjęciowych
zastrzeżone, a wykorzystywanie ich bez zgody właściciela prawnie zabronione.
Stanisław Wróbel - redaktor naczelny, tel. (41) 349-53-53, e-mail.
Wdrożenie i obsługa: NET System Kielce. Kontakt Kielce, Kontakt Warszawa.
Zauważyłeś błąd, napisz do nas. Polityka prywatności. Co nowego w i-ED?




Temat: Prawo telekomunikacyjne: kwestionowane przez po...
Panowie przy kotysku chca sie dorać do konfitur
Całe to nowe prawo telekomunikacyjne słuzy chyba obłowieniu się ekipy ktora
jest przy władzy. Ono nie tylko nie służy nowocześności i rozwojowi ale
dokładnie odwrotnie, zabija innowacyjność i rozwój.
1) niszczy polskich operatorów internetu - trzeba chyba byc trepem z woja żeby
nie skumać, że jak internauta będzie musiał dymać z dowodem do rejestracji
swojego konta to bedzie miał w gdzieś taki obowiązek i sobie założy konto w aol
czy gdziekolwiek indziej. Zapewne ustawodawca ma takie pojęcie o internecie jak
ja o molekularenj budowie zupy szczawiowej. Już widzę kraine marzeń Panów
trepów. KOncesjonowan epunkty usługi internetowej. przychodzisz rejestrujesz
się, dostajesz numerek. Pan trep za stolikiem długo ci sie przygląda wrezcei
kiwa gową "pięć minut". Wchodzisz to internetu co minuta wyskakuje komunikat"
połączenie moniotorowane". Wreszcie kończysz a Pan trep mowi - niestety ogłądał
Pan strony zagrancznych gazet krytykujących nasze ustawodawstwo - zakaz wstępu
do internetu na 2 lata. Próbujesz walczyć o swoje alarmujesz chińskie i
singapurskie organizacje praw ochrony człowieka znaim ktoś cię uświadamia, ze
trzeba dac taki bilecik NBP o nominae 100 zł wtedy wchozisz na co chcesz i
kiedy chcesz - ale możesz się zdziwić jeśli zaproponują ci składanie donosiku
na sąsiada - dysydenta - jeśli nie pokażą wszytkim strony na ktore wchodziłeś.

2) zniszczy operatorów komórkowych a przynajmnije poważnie zniechęci ich do
inwestycji. Nie wiem czy wiecie ale nowe prawo wprowadza obowiązake
dopuszczenia do zbudowanje sieci tzw operatorów wirtualnych. O tym kto dostanie
koncesje na takiego operatora i na jakich zasadach będzie wspólpraca z
istniejącym operatorem decyduje urzędnik. Wyobrażcie sobie taki układ -macie
sklepik na rogu, zaoszczędzieliście, pozyczyliście w końcu wyremontowaliście
sklepik, załozyliście nowe regały, pólki i teraz przychodzi pan urzędniak i
mówi, musie pan teraz przyjąć wirtulanego sprzedawcę - tu jest Pan Zenek on
będzie w części Pana sklepiku sprzedwał swoje rzodkiewki i cebule, dogadajcie
się jakoś a jak nie to ja decyduję że częśc Pana Zenka będzie tuż przy wejściu
aha i Panu nie wolno sprzedawać swoich rzodkiewek i cebuli taniej niż ma Pan
Zenek - "No Zenek to tak jak mówiliśmy teraz tu jest twoja część sklepu".
Będzie cie mieli chęć inwestować dalej w swój sklepik?. To tak własnie będzie
wyglądał obiecywane przez posłow rozwoj i obniżene cen. Świat z marzen
ustawodawcy w tym wypadku wygląda tak. Obstawiacie urzędnika z Panem Zenkiem
zakładacie operatora wirtulanego dostajecie koncesje i golicie szmal od
abonamentu - więcej - istniejący operator musie wam jeszcze zapłacić 3% swoich
przychodów (autentyk).
Domagam się nazwisk tych mądrali co to forsują - chciażby dla głupiej
satysfakcji, że kiedy ich zobaczę na listach najbogatzych POlaków - udziałowców
sieci wirtualnych, będę mógł powiedzieć "a nie mówiłem".




Temat: EXPO
EXPO - cz.2
Ze względu na znacznie mniejsze od oczekiwanego zainteresowanie wystawą straty
ponieśli także dzierżawcy punktów gastronomicznych i handlowych na terenie
Expo. Już w lipcu wielu z nich zagroziło, że jeśli obroty się nie zwiększą, to
pozamykają swoje sklepy. W związku z niewielką liczbą zwiedzających zbędnych
stało się wielu pracowników. Tylko do połowy trwania Expo z pracy zwolniono
około 2500 ludzi. Zagrożone zamknięciem były nawet niektóre pawilony.
Ekspozycja dotycząca ochrony środowiska miała być np. finansowana ze sprzedaży
pamiątek i wydawnictw Expo. Organizatorzy musieli dołożyć starań, by znaleźć
inne źródło utrzymania tej wystawy.
Znacząca była nieobecność w Hanowerze pawilonu Stanów Zjednoczonych, które do
ostatniej chwili rozważały możliwość przygotowania własnej ekspozycji.
Obowiązujące w Ameryce prawo nie pozwala jednak na finansowanie tego typu
przedsięwzięć z budżetu państwa. Jest to konsekwencja Expo w Sewilli w 1992
roku, kiedy Stany Zjednoczone poniosły znaczne straty, wznosząc swój pawilon
narodowy. W roku 2000 nie udało się znaleźć wystarczającej liczby prywatnych
fundatorów amerykańskiej obecności na Expo. Potencjalni sponsorzy nie uznali
widocznie wystawy w Hanowerze za opłacalne przedsięwzięcie i z perspektywy
czasu widać, że mieli rację.
Organizatorom Expo 2000 nie można z pewnością odmówić troski o ciekawy program.
Co więc mogło być przyczyną nikłego zainteresowania wystawą w Hanowerze? Żyjemy
w czasach globalnej komunikacji. Aby dowiedzieć się czegoś o innym kraju, nie
musimy już do niego jechać. W telewizji można obejrzeć fascynujące filmy o
najodleglejszych nawet zakątkach świata, a za pomocą Internetu szybko
zdobędziemy interesujące nas informacje czy zdjęcia. Każdy z krajów
uczestniczących w Expo 2000 (włącznie z tak egzotycznymi, jak Bhutan czy
Dżibuti) ma swoją stronę WWW.
Brigit Breuel, komisarz generalny Expo 2000, uważa co prawda, że nastąpił
przesyt bezosobową informacją dostarczaną przez komputery. Według niej ludzie
znów chcą się spotkać z "żywym człowiekiem". Niestety, ta opinia nie znajduje
poparcia w faktach. Już po 3 miesiącach od otwarcia wystawy strony internetowe
Expo 2000 odwiedziło ponad 20 mln internautów. W tym samym czasie do Hanoweru
wybrało się osobiście dwa i pół raza mniej zwiedzających...
Organizatorzy targów i wystaw zgodnie twierdzą, że w tej dziedzinie widoczna
jest postępująca specjalizacja. Zdecydowanie odchodzi się od imprez o
charakterze ogólnym, dla szerokiego grona wystawców i zwiedzających. Dla
przykładu: najbardziej znany organizator targów w Polsce - Międzynarodowe Targi
Poznańskie - ciągle poszerza ofertę wystaw o charakterze branżowym. Kampanie
promujące takie imprezy adresowane są przede wszystkim do specjalistów z danej
dziedziny, oferuje się im również tańsze bilety wstępu. Targi czy wystawy tego
typu są zazwyczaj krótkie i mają bardzo intensywny program. "Czas to pieniądz" -
nie trwają więc zwykle dłużej niż 3-4 dni.
Pomimo że organizatorzy wystawy w Hanowerze na każdym kroku podkreślali, że
Expo to nie targi, trudno nie zauważyć wielu cech wspólnych z innymi imprezami
wystawienniczymi. Wystawy światowe są przy tym niemal całkowitym zaprzeczeniem
wymienionych powyżej cech udanych targów. O specjalizacji czy wąskiej tematyce
z założenia nie może być mowy: Expo ma być i jest barwną mozaiką zagadnień,
form i środków wyrazu. Wspólny motyw przewodni nie jest w stanie ujednolicić
ogromnej różnorodności prezentowanej przez kraje, organizacje i projekty. Brak
konkretnego tematu uniemożliwia z kolei precyzyjne określenie, do kogo
dokładnie adresowana jest wystawa. Mówiąc językiem marketingu, nie można
zidentyfikować "grupy docelowej". Chcąc zainteresować wszystkich, ryzykuje się,
że trafi się tylko do nielicznych. Idea Expo stoi również w sprzeczności z
wzorcem krótkich imprez. Wystawa światowa musi bowiem być długa. Zgodnie z
przepisami Expo nie może trwać krócej niż 6 tygodni i dłużej niż pół roku.
Niemieccy organizatorzy zdecydowali się na wykorzystanie 5 miesięcy -
większości dopuszczalnego czasu. Jest to i tak jedna z krótszych wystaw
światowych.




Temat: hotel Stella Beach - kto był??
Jesli chodzi o Stellę 5* z opcją ALL to już piszę:
Hotel położony jest ok.38 km od samego centrum Alanyi , przy głównej
ulicy,gdzie znajdują się same hotele 5* typu, Sidera, Botanik,itp hotele od
innych touroperatorów.
Każdy hotel w Alanyi, jest budowany bardzo fantazyjnie szczególnie w
luksusowych dzielnicach ,chodzi o infrastrukturę, kształt poprzez nawiązanie do
nazwy hotelu.
Hotel Stella Beach stylizowany jest na kształt biurowca, dużo aluminium, szkła,
metalu i stonowanej kolorystyki. Jest to bardzo nowoczesne budownictwo i raczej
surowe, ale bez dwóch zdań hotel sprawia imponujące wrażenie i jest bardzo
luksusowy.
Obiekt położony jest przy samej plaży, która jest bezpłatna, leżaki i parasole
na plaży również. Plaża jest raczej żwirowo - kamienista, natomiast w wodzie
jest juz grubszy piasek, ale chcąc przemierzyć drogę od leżaków na piasku,
poprzez kamienie i żwir, do wody raczej konieczne jest założenie klapek lub
butów do wody. Piasek jest trochę ciemniejszy niż standardowy od naszego nad
polskim morzem.
Hotel położony jest w zasadzie w dzielnicy Karaburun i ona jest najdalej
oddalona od Alanyi , natomiast jest bliżej lotniska, co nie znaczy, że samoloty
i odgłosy typowe dla lotniska są słyszalne, właściwie w ogóle nie. Lokalizacja
Stelli jest dogodna pod kątem sklepów, restauracji i bazaru, trzeba wyjść z
hotelu i kierować się wzdłuż głównej ulicy.
Hotel Stella Beach to hotel o najwyższym standardzie, duży ,okazały,
przestronny hol i recepcja, przy recepcji znajduje sie 1 stanowisko
internetowe (internet dodatkowo płatny 30 min ok 3 lira, 1 h - ok. 6 lira).
Prosto z holu przechodzi się na basen, który jest duży, dużo leżaków, wiec nie
trzeba się martwić, że dla kogoś zabraknie.
Wyżywienie funkcjonuje w wersji all inclusive, forma bufetu szwedzkiego,
wszystkiego jest dużo i w bardzo urozmaiconej formie. Bufet nie do
przejedzenia. Restauracja jest duża i przestronna, dodatkowo można również
zjeść na wolnym powietrzu, ponieważ jest wydzielona część ze stolikami z
widokiem na basen i morze w oddali.
Hotel jak najbardziej polecany dla rodzin z dziećmi, standardem są oczywiście
foteliki w restauracji dla małych dzieci, dodatkowo jest mini klub dla dzieci,
brodzik, zjeżdżalnie na basenie, można starać sie o kojec bądź łóżeczko dla
dziecka bez dodatkowych opłat.
Hotel obfituje w bardzo dużo zieleni, zagospodarowanych skwerków, kwiatów i
różnego rodzaju krzewów, bardzo o to dbają.
Codziennie w amfiteatrze są animacje wieczorne dla dzieci i dorosłych trwają
one o.1,5 h średnio do 22.00 ponieważ później obowiązuje cisza nocna.
Dla chętnych którzy chcą dalej się bawić, jest dyskoteka w podziemiach hotelu,
tzn na niższym poziomie obiektu, jest wyciszona, wiec goście hotelowi mają
spokój. Na dyskotece nie obowiązuje już all inclusive więc trzeba dodatkowo
zapłacić sobie za jakieś ewentualne napoje itp.
Pokoje hotelowe są duże, przestronne, bardzo ładnie i gustownie urządzone w
pastelowych kolorach, dodatkowo są funkcjonalne, z lodówką, klimatyzacją
indywidualną i balkonem. Wszystkie pokoje w hotelu mają całkowity lub
częściowy widok na morze. Łazienki ładne, jasne, wykafelkowane wanny z
natryskiem prysznicowym i suszarką. Ręczniki oczywiście są i są wymieniane
codziennie. Co do ręczników plażowych to można było zauważyć że wszyscy klienci
hotelu mieli swoje własne prywatne, więc raczej trzeba zabierać plażowe
ręczniki ze sobą na wyjazd.
Reasumując jednym słowem hotel Stella Beach warto polecać, z zamkniętymi
oczami - super standard i ma 5*.




Temat: Makro robi przekręty!?
Makro robi przekręty!?
List do zwierzchników.
Zwracam się do Państwa z zamiarem podzielenia się swoimi spostrzeżeniami na
temat obsługi klienta w hali Makro przy ul. Południowej. Według mnie liczny
personel załatwiający sprawy reklamacji, kierownicy kas (w tym sama
kierowniczka tego działu) są słabo przygotowani merytorycznie. Klient, który
po zrobieniu zakupów i kontakcie z tą grupą agresywnych, lekceważących jego
potrzeby osób, wychodzi rozżalony i myśli o Makro negatywnie, opowiadając
rodzinie i licznym znajomym o doznanych przykrościach – nie jest najlepszą
reklamą Waszej firmy.
Wyjaśniam zatem: klient (mniej więcej co dziesiąty) zgłaszający reklamacje to
cenny nabytek. Zależy mu na danej firmie i dba o jakość jej pracy. Inni po
prostu odchodzą.
W dniu dzisiejszym nabyłam dwie identyczne szklane deski. Jedna w
opakowaniu była tańsza, druga bez opakowania droższa, jak sie przy kasie
okazało. Zwróciłam się z reklamacją do działu korekt specyfikacji sprzedaży.
Zostałam potraktowana przez urzędniczkę bardzo niegrzecznie. Na koniec
cisnęła „korektą” ze złością w kierunku koleżanki i odeszła, wcześniej
wygłaszając w moją stronę długą reprymendę na temat „przekrętu” ( o jakim jej
powiedziałam) i mojej kulturze osobistej. Poproszona o interwencję pani
kierownik działu kas, pochwaliła zachowanie swojej podwładnej i rzuciła parę
przykrych słów pod moim adresem. Ani słowa przeprosin za bałagan na półkach
sklepowych. Oskarżała za to „klientów” o oszustwa. Nie czuję się winna. W
końcu osobiście ten bałagan dostrzegłam i zgłosiłam.
W dniu dzisiejszym wyszłam z hali bez towaru, obrażona, upokorzona i
z przekonaniem, że zdecydowanie nie lubię MAKRO.
Refleksje o polityce kadrowej w MAKRO:
- Personel na hali ciężko pracuje. To widać. Zdecydowanie obijają się zaś
państwo z działu reklamacji, korekty specyfikacji i gwarancji. Jest ich
zdecydowanie za dużo, co widać gołym okiem. Ze złością obserwują klientów,
szczególnie zaś tych, którzy „czegoś od nich chcą”. Ich rola to obijanie się
za ladami?
- Czy słuszne jest założenie, że młode zadbane i umalowane panienki
niedojrzałe emocjonalnie i dające klientom odczuć swoją „wyższość”, to ozdoba
firmy? Chyba nie bardzo, szczególnie gdy są (czy że przeszkadzają)? Może
taktowna i doświadczona osoba w średnim wieku lepiej spełniałaby swoje
zadanie? Zimne wymalowane laleczki mogą (według mnie) doskonale pełnić
rolę ...manekinów.
4. Jeden zadowolony klient powiadomi dziesięciu następnych. Jeden
niezadowolony stu, a jeżeli ma dostęp do Internetu – jeszcze więcej. I w
końcu MAKRO nie jest już dziś takie konkurencyjne i tanie, jakby się zdawało.
Ze strony internetowej Makro
Czym jest projekt Customer Approach? Projekt Customer Approach (CA) stanowi
nowy sposób podejmowania decyzji i zarządzania przedsiębiorstwem. Oznacza to,
iż wszelkie decyzje i wprowadzane zmiany w ramach cash and carry podejmowane
są pod kątem oczekiwań Klienta profesjonalnego. Takie podejście do Klienta
angażuje wszystkich pracowników, na każdym poziomie. Aby osiągnąć sukces
niezbędna jest efektywna komunikacja z naszymi Klientami. Należy pogłębić
kontakt z Klientem, dokładnie zbadać potrzeby i sukcesywnie je realizować.
Stanowi to długofalowy cel projektu CA. W jaki sposób badamy oczekiwania
Klientów? Jest to proces angażujący każdego pracownika. W każdej hali Makro
zatrudnieni zostali Konsultanci ds. kontaktów z Klientami oraz
Telemarketerzy. Rolą konsultantów są wizyty u największych Klientów, w ich
sklepach, restauracjach i na podstawie gotowego kwestionariusza dokładne
badanie ich potrzeb i żądań. Telmarketerzy przeprowadzają rozmowy
telefoniczne z nieaktywnymi Klientami, aby dowiedzieć się dlaczego
zaprzestali odwiedzać hale Makro. Informacje zebrane przez Konsultantów i
Telemarketerów są dokładnie analizowane i przekazywane odpowiednim działom w
Biurze Zarządu Makro.
Teoria sobie, praktyka...jak widac.




Temat: Wiadukt na Strzegomskiej na początku września
> Jeśli pojęcie tego prostego tekstu sprawia Ci problem, pozwól, że zacytuję Ci
> istotne fragmenty:
> > Do końca roku ma tu powstać rondo (...)

zdaje się ze to tobie sprawia problem zrozumienie, że stan zaawansowania prac
sugeruje oddanie ronda do końca miesiąca a nie do końca roku.
ale skoro wolisz wierzyć redaktorom ... zadziwiające ...

> Czy to ta "znajomość" powoduje, że nie dostrzegasz konieczności jakiejkolwiek
> innej użyteczności ronda poza dojazdem do marketu?
a naprawdę nie dostrzegasz takiej drobnej sprawy, że skrzyżowanie przebudowywane
jest w formie jak się zdaje docelowej? i że do tej innej użyteczności o której
wciąż wspominasz (czyli dołączenie węzła lotnisko aow) mamy jeszcze parę latek?

> Naprawdę sądzisz, że miasto
> godzi się na każdą tego rodzaju inwestycję nie widząc w tym innych korzyści
> poza usprawnieniem dojazdu do czyjegoś prywatnego interesu?
bzdura - gdyby nie outlet, rondo powstałoby nieco później zgodnie z
harmonogramami z wpi - przy okazji zbliżającej się modernizacji ulicy granicznej
albo strzegomskiej. poza tym nie "dojazdu do czyjegoś prywatnego interesu" a
umożliwienia dojazdu mieszkańców miasta do dużego sklepu i udrożnienia ruchu w
związku ze spodziewanym wzmożonym ruchem na tej trasie.

> Trochę to infantylne.
no comments

> Wycinanie i palenie krzaków przez lekko licząc 3 tygodnie - hmmm... bardzo
> jesteś łaskawy.
dla porównania - na klecińskiej wycinanie krzaków i organizowanie zaplecza
budowy trwało jeszcze dłużej. a jakoś na obecne tempo robót naprawdę nie można
narzekać.

> Oceniłem jedynie, że sens jego użyteczności wiąże się przed wszystkim z
> odciążeniem ruchu z Granicznej, który moim zdaniem będzie się nasilał -
> zaznaczając jednak, że są to spekulacje.
zdecydowanie spekulacje - zakładasz bowiem że aow zostanie wybudowana a okolice
węzła lotnisko z dojazdami pozostaną w stanie jak obecnie.

> Pozwoliłem sobie też na małe nawiązanie do tego, co wyprawiała wcześniej
> Hydrobudowa, bo - co powtórzę - Muchobór nie ma szczęścia do sprawnie
> prowadzonych prac.
jedno z drugim nie ma zupełnie nic wspólnego. jeśli patrzysz wyłącznie przez
pryzmat hydrobudowy - współczuję syndromu wyuczonej bezradności.

> Stawiam pytanie: kto z nas dwóch "popłynął" w nadinterpretacje?
> Hmmm .. w zasadzie to nie tyle popłynął, co poszedł na dno jak Titanic.
no właśnie - kto? jesteś hurraoptymistą jeśli chodzi o aow, a hurrapesymistą z
zakresie inwestycji miejskich. a jak na razie po wielu wielu latach przy aow
zaczynają dopiero grzebać archeolodzy, a w międzyczasie miasto z mniejszym czy
większym szczęściem, wybudowało i nadal buduje kolejne kilometry dróg.
jestem pewiem, że gdyby miasto odpowiadało za aow - dawno już by była zrobiona.
i idąc dalej - spokojnie można założyć, że trasa lotnisko - gądowianka będzie
gotowa dużo wcześniej niż węzeł lotnisko. co prawda jest drobny problem z
wiaduktem kolejowym - ale tu niestety nie tylko miasto decyduje.

> Masz już swoje klapki. Powoli zbliżamy się chyba do szczęśliwego EOT :P
a ty swoje, ale skoro musisz koniecznie postawić na swoim ;P

> Kto generuje ruch obecnie?

no kto? na pewno mieszkańcy tych wszystkich osiedli które raczyłeś ni gruszki ni
z pietruszki wymienić?

> Którędy ma przebiegać oś inkubacji?
a kiedy ma być wybudowana? za miesiąc? w przyszłym roku? jaki w chwili obecnej
ma to związek z obecnie budowanym rondem?

> Kto, kierując się do autostrady, będzie jechał w przeciwną stronę?
jw. - kiedy ma zostać dołączony węzeł aow lotnisko? i dlaczego zakładasz, że
okolice węzła z dojazdami przebudowane nie zostaną?
w dziwaczny sposób mieszasz rzeczy które zdarzą się wkrótce ze zdarzeniami
zaprzyszłymi.

> Jak żałosny efekt daje egzaltacja przejawiająca się w nadużywaniu akronimów?
no jaki? jeśli pretensje masz do "aow" to wyjaśniam, że to jest określenie
powszechnie używane i jednoznacznie identyfikujące konkretną inwestycję.
a jeśli masz ogólne pretensje do używania akronimów w internecie - to wybacz,
ale to pretensje ogólnie rzecz biorąc żałosne.

> Kiedy odpowiesz sobie na te pytania, dalsza dyskusja z Tobą będzie miała
> jakikolwiek sens.
i tak ze zwykłego ronda zrodziła się kolejna internetowa sraczka (*). gratuluję
wytrwałości.

(*) copyright kevin smith aka silent bob



Temat: 88 Spostrzeżeń
Lider polskich Niemców, poseł Henryk Kroll, chce, aby - jak to określa -
odpowiednie służby zainteresowały się redakcją wydawanego na Śląsku
dwutygodnika "Unser Oberschlesien". - To kolejna próba zniszczenia przez pana
posła wszelkiej opozycji - broni tytułu związany z pismem Hubert Beier, do
niedawna jeden z najbardziej wpływowych współpracowników Krolla.
Redakcja "Unser Oberschlesien" na górze św. Anny ma zaledwie kilkuletnią
historię. Wcześniej przez blisko pół wieku gazeta była wydawana w Niemczech
przez tamtejsze środowiska wypędzonych. Według stopki redakcyjnej, wydawcą
nadal jest Ziomkostwo Górnoślązaków z siedzibą w Ratingen.

Na Śląsk tytuł trafił za sprawą Alfreda Theisena - Niemca, który kupił "UO" i
postanowił dotrzeć z niemieckojęzycznym periodykiem do żyjących na Śląsku
Niemców. - To był doskonały pomysł. Gazeta jest robiona profesjonalnie i
obiektywnie informuje o sprawach ważnych dla mieszkańców tego regionu. Sporo
miejsca zajmują materiały o prawdziwej historii tych ziem i ludzi z nią
związanych - chwali pismo Hubert Beier.

Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie. Według Henryka Krolla,
przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców Województwa
Opolskiego, zamieszczane w piśmie artykuły wyrządzają więcej szkody niż
pożytku. - Pan Theisen twierdzi, że jest chadekiem. Mam co do tego
wątpliwości, bo chadecja nie toleruje kłamstwa, a w jego gazecie tego nie
brakuje. Z sygnałów, jakie otrzymałem, wynika, że znajdują się w niej
artykuły judzące, które na pewno nie sprzyjają procesowi polsko-niemieckiego
porozumienia. Góra św. Anny jest miejscem szczególnym i nie powinno się go
kojarzyć z jakimikolwiek ekstremizmami. Zawartość pisma pod tym kątem powinny
przeanalizować odpowiednie służby zarówno polskie, jak i niemieckie.

Czy to już ekstrema

Lider TSKN nie kryje, że jednym z powodów niechęci, jaką wzbudza w nim grupa
ludzi skupionych wokół redakcji "Unser Oberschlesien", jest udostępnianie
łamów pisma wydalonym z TSKN prominentnym działaczom będącym w jawnej
opozycji do zarządu towarzystwa oraz utrzymywanie przez redakcję kontaktów z
Ruchem Autonomii Śląska (RAŚ). - Po co promować ludzi, którzy mówią, że chcą
walczyć o prawa narodu śląskiego, a dążą do autonomii? - mówi poseł Kroll.

Podobnie działalność Theisena widzi Mariusz Klonowski z założonego w Goerlitz
Polsko-Niemieckiego Klubu Prasowego. - Mogę zrozumieć pana Krolla. Pan
Theisen ma w naszym mieście swoje biuro i wydaje tu miesięcznik "Schlesien
Heute". To inteligentny człowiek, który przez lata nauczył się, jak pod
płaszczykiem ochrony praw człowieka propagować klasyczny rewizjonizm,
polegający chociażby na domaganiu się od Polski odszkodowań za mienie
pozostawione w Polsce przez Niemców po 1945 roku. W jego sklepie jest mnóstwo
książek o krzywdach wypędzonych Niemców, ale nie ma tam co szukać choćby
jednego pisma o zbrodniach niemieckich. To chyba nie przypadek, że na
internetowych stronach niemieckich organizacji antyfaszystowskich jego
nazwisko znajduje się na liście prawicowych radykałów - zastanawia się
Klonowski.

Jak nie kijem, to pałką

Dla osób związanych z redakcją pisma oraz polityków RAŚ opinie głoszone przez
Krolla to próba stłumienia opozycji w środowisku mniejszości. - Znam pana
Theisena i osoby piszące do tego pisma. To młodzi, wykształceni ludzie o
wyważonych sądach. Żadna ekstrema, chociaż nie kryją swoich prawicowych
poglądów. Czasem poruszają kontrowersyjne tematy, jak chociażby sprawa
wypędzenia Niemców. Taka już rola prasy, żeby nie chować głowy w piasek.
Zdarza się, że napiszą coś o RAŚ lub narodowości śląskiej w życzliwym lub
neutralnym tonie, ale przecież to nie zbrodnia. Sądzę, że atak na gazetę jest
próbą skompromitowania osób myślących inaczej niż grupa rządząca obecnie
organizacją Niemców na Opolszczyźnie - uważa przewodniczący śląskich
autonomistów Jerzy Gorzelik.

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030930/kraj/kraj_a_5.html




Temat: DLACZEGO wam nie dadzą świętego spokoju ( odp.)
DLACZEGO wam nie dadzą świętego spokoju ( odp.)
Żolnierze i mocodawcy

Autor: Gość: Dociekliwy IP: *.internetdsl.tpnet.pl
Data: 05.01.2004 10:20 + odpowiedz na list

Żołnierze walczą, mocodawcy dyrygują :

www.german-foreign-policy.com/pl/news/article/1059948000.php
www.german-foreign-policy.com/pl/news/article/1040425200.php

Poseł rządowy Hartmut Koschyk, wcześniej wiodący członek Unii Paneuropy,
związku ,,niemieckości" za granicą i niemieckich związków wysiedleńców,
ogłosił już w 1991 roku funkcję regionalizacji jako środka niemieckiej
polityki ekspansyjnej: ,,Dyskusja nad regionalizacją Polski według
niemieckiego wzoru właśnie się toczy (...) Zajmowanie się historycznymi
podstawami śląskiego regionu, ale także zrozumienie dla tam mieszkających i
wypędzonych Niemców może tylko stać się większe przez swoisty renesans
regionalnego stylu zachowania dla obszarów leżących poza Nysą i Odrą."

Dzisiaj jest już brane pod uwagę rozszerzenie tej strategii na całą Polskę.
Frankfurter Allgemeine Zeitung (tytuł jednej z gazet regionalnych, przyp.
tłumacz) głosi, że aktualny rozwój ,,nie jest żadną górnośląską
specjalnością": ,,Zostało dane za mało przestrzeni oraz finansów, aby
zachować centralno państwowe elementy i możliwość samorządzenia i głosowania,
można także usłyszeć w innych regionach Polski. Reakcja na warszawski
centralizm na Górnym Śląsku może stamtąd zataczać kręgi i zostać opisana
jako 'nowy regionalizm'."
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=9987152

Wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.

Ten sam Koschyk i Newsweek od Springera :
Krzywdy niemieckich wypędzonych

Musimy rozliczyć się z przeszłością. Jeśli tylko nie naruszy to zasad państwa
prawa, trzeba ukarać sprawców wypędzeń i przyznać ofiarom odszkodowania.
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=8583

Kutz o secesji Śląska :
Proszę się nie dziwić, jeśli po doświadczeniach Drugiej i Trzeciej RP rdzenni
Ślązacy w ewentualnym referendum podziękują za czwartą.
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=8573

Stoiber z CSU i Niemcy Sudeccy walczący z Czechami, Steinbach i Koschyk z CDU
oraz ziomostwa
Ślązaków walczące z majątki w Polsce,
"Newsweek" - własność związanego z CDU koncernu Springera,
poperanie "regionalizmu" ( czytaj separatyzmu ) w Polsce,
same "przypadki",
Herr Theisen
"Mariusz Klonowski z założonego w Goerlitz Polsko-Niemieckiego Klubu
Prasowego. - Mogę zrozumieć pana Krolla. Pan Theisen ma w naszym mieście
swoje biuro i wydaje tu miesięcznik "Schlesien Heute". To inteligentny
człowiek, który przez lata nauczył się, jak pod płaszczykiem ochrony praw
człowieka propagować klasyczny rewizjonizm, polegający chociażby na domaganiu
się od Polski odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce przez Niemców po
1945 roku. W jego sklepie jest mnóstwo książek o krzywdach wypędzonych
Niemców, ale nie ma tam co szukać choćby jednego pisma o zbrodniach
niemieckich. To chyba nie przypadek, że na internetowych stronach niemieckich
organizacji antyfaszystowskich jego nazwisko znajduje się na liście
prawicowych radykałów - zastanawia się Klonowski.
....
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030930/kraj/kraj_a_5.html




Temat: dlaczego wybieracie wakacje nad Bałtykiem?
negra28 napisała:

> (wiesz, po pierwsze zastanawiam się, skąd w Tobie - bo albo tak jest
> faktycznie, bo wyczuwam to wyraźnie, nawet przez łącze internetowe, albo coś
> jest ze mną nie tak, wiesz, psychiatra, te sprawy... - tak niemało sympatii
do
> mnie? retorycznie pytam, rzecz jasna :-)
> Ale, ad meritum...Tak, Turcję też lubię, ziwedziłam prawie całą, jedyne, co
> mnie uwiera, to ta natarczywość sprzedawców, ale i z tym można sobie
poradzić :
> -
> ) Wiesz, kiedyś byłam na bardzo długich, bo aż dwumiesięcznych wakacjach w
> Turcji właśnie (obsługa hotelowa była zszokowana, nawet menedżer przecierał
> oczy ze zdumienia, wezwał mnie na powitanie, jako jedyną, do siebie do
gabinetu
>
> i zaczął przeprowadzać jakies pseudobadania marketingowe...), tak więc po ok.
3
>
> tygodniach byłam tak opalona, że wyglądałam jak Turczynka, i ten widok
> zniechęcał sprzedawców, restauratorów, itp. - po prostu dzięki słońcu miałam
> święty spokój i udane wakacje, nawet pod tym kątem...
> Pozdrawiam,
> n

Witaj Negro ;)
Darze Ciebie sympatia, bo wydajesz mi sie byc fajna kobieta ;). Juz od zawsze
chetnie czytalam Twoje posty. Jestem pozytywnie nastawiona do ludzi i swiata.

Tak, a Turcja to moj ulubiony kraj na spedzenie urlopu. Nigdzie tak dobrze sie
nie czulam (Grecja, Hiszpania, Wlochy). Fakt, faktem nachalnosc i natarczywosc
sprzedawcow jest wielka, ale mozna sobie wlasnie z tym poradzic (ale to tez ma
swoj urok). Swoja droga wielu Turkow mysli, ze jestem Turczynka i czesto
zagaduja mnie w swoim jezyku;). Potem sa bardzo zdziwieni, gdy dowiaduja sie,
ze jestem Polka.

A tak przy okazji:
Małżeństwo było na wakacjach w Pakistanie. Zwiedzali właśnie targ, aby
znaleźć kilka pamiątek, które mogli by wręczyć znajomym.
Aż zaszli w dziwną uliczkę, gdzie był tylko jeden mały sklepik z sandałami.
Już, już mieli zawrócić, gdy ze sklepu dobiegł ich głos:
-Hej wy! Zagraniczni! Chodzcie, chodzcie! Wejdzcie do mojego sklepiku!
Więc para zgodziła się i weszli do srodka. Tam w ukłonach przywitał ich
mały człowieczek i powiedział:
-Mam dla was specjalne sandały, które moga was zainteresować. One maja
magiczna moc. Sprawiaja, że jestes tak dziki w łóżku jak spragniony wielbład na
pustyni!
Żona od razu chciała je kupić, ale maż zrobił się bardzo sceptyczny.
Uważał, że nie potrzebuje takich sandałów, a po za tym nie wierzył w ich moc.
Więc zapytał sklepikarza:
-Jak to możliwe, że sandały moga mieć aż tak wielka moc?
-Po prostu je przymierz, Saiheeb. Sandały Ci to udowodnia.-odpowiedział
sklepikarz.
Mąż oczywiscie nie chciał ich przymierzać, ale po wielu naleganiach żony
zgodził się. Jak tylko wsunał swoje stopy w sandały od razu poczuł silne
podniecenie. W oczach pojawił mu się błysk pożadania i poczuł cos czego
nie czuł od lat - wielka i brutalna potęgę sexu. W mgnieniu oka maż złapał
sklepikarza, brutalnie zmusił go do skłonu, parł o stolik, sciagnał mu spodnie
i zaczął sobie na nim używać. Na co sklepikarz zaczął krzyczeć tak przerazliwie
jak jeszcze nikt nigdy nie krzyczał:
-STÓJ ! STÓJ ! ... ZAŁOŻYŁES LEWY NA RAWY!.............

Pozdrawiam serdecznie
Beata




Temat: Slask powroci do Niemiec, nic na to nie poradzicie
Lektura
Zajrzyj na forum Katowice i sam się przekonaj, co to za ludzie.
Jeżeli sa agentami, to nie Rydzyka, tylko tzw. wypędzonych.
A tu masz do poczytania :

Mariusz Klonowski z założonego w Goerlitz Polsko-Niemieckiego Klubu Prasowego. -
Mogę zrozumieć pana Krolla. Pan Theisen ma w naszym mieście swoje biuro i
wydaje tu miesięcznik "Schlesien Heute". To inteligentny człowiek, który przez
lata nauczył się, jak pod płaszczykiem ochrony praw człowieka propagować
klasyczny rewizjonizm, polegający chociażby na domaganiu się od Polski
odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce przez Niemców po 1945 roku. W jego
sklepie jest mnóstwo książek o krzywdach wypędzonych Niemców, ale nie ma tam co
szukać choćby jednego pisma o zbrodniach niemieckich. To chyba nie przypadek,
że na internetowych stronach niemieckich organizacji antyfaszystowskich jego
nazwisko znajduje się na liście prawicowych radykałów - zastanawia się
Klonowski.
Dla osób związanych z redakcją pisma oraz polityków RAŚ opinie głoszone przez
Krolla to próba stłumienia opozycji w środowisku mniejszości. - Znam pana
Theisena i osoby piszące do tego pisma. To młodzi, wykształceni ludzie o
wyważonych sądach. Żadna ekstrema, chociaż nie kryją swoich prawicowych
poglądów. Czasem poruszają kontrowersyjne tematy, jak chociażby sprawa
wypędzenia Niemców. Taka już rola prasy, żeby nie chować głowy w piasek. Zdarza
się, że napiszą coś o RAŚ lub narodowości śląskiej w życzliwym lub neutralnym
tonie, ale przecież to nie zbrodnia. Sądzę, że atak na gazetę jest próbą
skompromitowania osób myślących inaczej niż grupa rządząca obecnie organizacją
Niemców na Opolszczyźnie - uważa przewodniczący śląskich autonomistów Jerzy
Gorzelik.

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030930/kraj/kraj_a_5.html
I jeszcze to :
to artykuł jest z Wyborczej :

Małpa psuje
Trzy dni przed wyjazdem do Strasburga Jerzy Gorzelik, historyk sztuki z
Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, uczestniczy w panelowej dyskusji o Śląsku.
W sali uniwersyteckiej patrzy prosto w oczy słuchaczom i mówi śmiało: - Małpa
dostała zegarek i po latach okazało się, że go zepsuła.

Skąd ta małpa? W 1919 r., rok po powstaniu niepodległego państwa polskiego,
Lloyd George, brytyjski premier znany z ostrego języka, tak skomentował plany
przyłączenia do Polski terenów od Opola do Katowic: ?Oddać Śląsk Polsce to jak
dać małpie zegarek.

Lloyd George wiedział, że oddanie Śląska Polakom spowoduje osłabienie i tak już
przegranych Niemiec. A osłabienie Niemiec i odrodzenie Polski to wzmocnienie
Francji. Anglia nie chciała do tego dopuścić.

- Gorzelik ostro powiedział to, o czym od dawna na Śląsku myślimy i mówimy.
Przecież to prawda, że Polska zniszczyła Śląsk - mówi Michał Smolorz,
publicysta, reżyser telewizyjny z Katowic, twórca śląskiego talk-show ?Wesoło,
czyli smutno.

Gorzelik ma odpowiedź na każde pytanie:

- Jak zostać Ślązakiem?

- Trzeba odczuwać wolę bycia Ślązakiem i ją zadeklarować. Narodowość nie jest
zapisana w genach. Każdy ma prawo wybrać taką ojczyznę, jaka mu odpowiada.
Mniejszym niebezpieczeństwem jest codzienne zmienianie narodowości niż
przypisanie kogoś raz na zawsze do jakiegoś narodu.

- Czym były powstania śląskie?

- Wojną domową, która rozbiła rodziny. Skorzystała na nich tylko Polska, która
dostała łakomy kąsek - świetnie uprzemysłowiony region. Nikt przy zdrowych
zmysłach nie powie, że od 1921 r. Śląsk się rozwinął. Mamy szkody górnicze i
bezrobocie. A mogło być jak w Zagłębiu Ruhry.

- Kto jest temu winien?

- Scentralizowane państwo polskie.

www.mniejszosci.republika.pl/slazacy1.htm




Temat: Pracuje w UK - moje rady :)
DO JULKI
Julko,

To jest chyba jedno z najtrudniejszych pytan jakie mozna zadac na tym forum.
Nie potrafie Ci doradzic czy powinnas rzucic prace w Polsce i przyjechac tutaj
szukac pracy na miejscu. Mysle natomiast, ze moglabys rozwazyc nastepujace
kwestie przed podjeciem decyzji:
1. Jezeli pracujesz w firmie miedzynarodowej, to czesto firmy te oferuja
pracownikom mozliwosc wyjazdu na staz/kontrakt do swoich biur w innych krajach.
Ja tak zaczalem tutaj 4 lata temu - pracowalem w Polsce w firmie audytorskiej
wielkiej "5" (teraz juz tylko "4";)), przyjechalem tu na 2-letni kontrakt i
zostalem praktycznie na stale. To najprostsza droga przeniesienia sie do pracy
w Anglii, szczegolnie ze dostajesz wynagrodzenie ktore wystarcza tutaj na
spokojne zycie.

2. Jezeli jestes ksiegowa sensu stricto, czyli pracujesz w dziale ksiegowosci,
to rozwaz co moglabys zaoferowac pracodawcom w Anglii, czego nie moga
zaoferowac Anglicy:
- znajomosc polskiego;
- znajomosc polskiej ksiegowosci i podatkow.
Moj kolega ktory kiedys szukal pracy w ksiegowosci znalazl w internecie strone
polonijna gdzie poszukiwano do pracy Polakow w Anglii. Byly to albo firmy
polonijne, ktore mialy kontakty/interesy w Polsce albo firmy polskie z
przedstawicielstwami w Anglii. Nie wiem niestety jaki byl adres tej strony (to
bylo 2 lata temu) ale sprobuj poszukac przez google albo wirtualna polske.

3. Jezeli jestes bieglym rewidentem z kwalifikacjami (polski biegly, ACCA,
itp.) to sprobuj zalapac sie do wielkiej "4" w Londynie. W ciagu ostatnich
miesiecy odeszlo z tych firm wiele ludzi, pracy jest bardzo duzo i firmy te
bardzo aktywnie rekrutuja pracownikow, narodowosc jest praktycznie bez
znaczenia (liczy sie angielski i wiedza). Wiekszosc firm daje mozliwosc
zlozenia aplikacji przez swoja strone internetowa (E&Y, PwC, KPMG, D&T) i
pewnie bylaby nawet gotowa pokryc Ci koszty przelotu jezeli beda Toba
zainteresowani. Moga Cie prosic o referencje lub oceny z obecnej pracy (w
jezyku angielskim) - miej wiec swoja "teczke" pod reka.

4. Przyjazd w "ciemno" jest zawsze mozliwy. Znalezienie pracy zalezy od uporu,
sprzedania siebie (o tym Monika duzo pisala na tym forum) i troche (jak zawsze)
od szczescia. Jezeli chodzi o prace w biurze, to moze uplynac miesiac od
zlozenia podania na konkretna oferte do decyzji o przyjeciu. Musisz wiec
przygotowac sie na przezycie minimum 2 miesiecy bez wynagrodzenia. "Szyling"
pisal o kosztach pobytu w Londynie w innym miejscu tego forum ale generalnie
mozesz zalozyc:
- pokoj u kogos (£50 - £60 tygodniowo), mieszkanie jednopokojowe (tzw. studio
flat) - £600 (wymagany jest jednak depozyt, normalnie 1-1.5 miesieczny czynsz)
plus media/podatek lokalny - okolo £100 miesiecznie;
- wyzywienie - £200 - £250 jezeli robisz zakupy w sklepie a nie zywisz sie w
restauracjach;
- karta przejazdow (miesieczna) na 2 strefy - okolo £80;
- rozrywka - to zalezy jak sie czlowiek rozrywa, ale przyjmij £100 na kino,
wyjscie do muzeum czy na piwo.

To daje razem jakies £700 - £800 miesiecznie.

Pozdrawiam i zycze Ci powodzenia w angielskiej karierze,
Maciek



Temat: Szowiniści niemieccy wydają pismo na Śląsku !
Szowiniści niemieccy wydają pismo na Śląsku !
TO CO NAPISANE JEST PONIŻEJ, JEST TO KŁÓTNIA W RODZINIE, ALE NA UWAGĘ ZWRACA
FAKT, ŻE PISMO "UNSER OBERSCHLESIEN" ANTYPOLSKIM SZOWINISTYCZNYM SZMATŁAWCEM
WYDAWANYM W POLSCE.
WYCHODZA TEZ JASNO NA JAW
ŚCISŁE ZWIĄZKI NIEMIECKICH NACJONALISTÓW Z RUCHEM AUTONOMII ŚLĄSKA

Lider polskich Niemców, poseł Henryk Kroll, chce, aby - jak to określa -
odpowiednie służby zainteresowały się redakcją wydawanego na Śląsku
dwutygodnika "Unser Oberschlesien". - To kolejna próba zniszczenia przez pana
posła wszelkiej opozycji - broni tytułu związany z pismem Hubert Beier, do
niedawna jeden z najbardziej wpływowych współpracowników Krolla.
Redakcja "Unser Oberschlesien" na górze św. Anny ma zaledwie kilkuletnią
historię. Wcześniej przez blisko pół wieku gazeta była wydawana w Niemczech
przez tamtejsze środowiska wypędzonych. Według stopki redakcyjnej, wydawcą
nadal jest Ziomkostwo Górnoślązaków z siedzibą w Ratingen.

Na Śląsk tytuł trafił za sprawą Alfreda Theisena - Niemca, który kupił "UO" i
postanowił dotrzeć z niemieckojęzycznym periodykiem do żyjących na Śląsku
Niemców. - To był doskonały pomysł. Gazeta jest robiona profesjonalnie i
obiektywnie informuje o sprawach ważnych dla mieszkańców tego regionu. Sporo
miejsca zajmują materiały o prawdziwej historii tych ziem i ludzi z nią
związanych - chwali pismo Hubert Beier.

Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie. Według Henryka Krolla,
przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców Województwa
Opolskiego, zamieszczane w piśmie artykuły wyrządzają więcej szkody niż
pożytku. - Pan Theisen twierdzi, że jest chadekiem. Mam co do tego
wątpliwości, bo chadecja nie toleruje kłamstwa, a w jego gazecie tego nie
brakuje. Z sygnałów, jakie otrzymałem, wynika, że znajdują się w niej
artykuły judzące, które na pewno nie sprzyjają procesowi polsko-niemieckiego
porozumienia. Góra św. Anny jest miejscem szczególnym i nie powinno się go
kojarzyć z jakimikolwiek ekstremizmami. Zawartość pisma pod tym kątem powinny
przeanalizować odpowiednie służby zarówno polskie, jak i niemieckie.

Czy to już ekstrema

Lider TSKN nie kryje, że jednym z powodów niechęci, jaką wzbudza w nim grupa
ludzi skupionych wokół redakcji "Unser Oberschlesien", jest udostępnianie
łamów pisma wydalonym z TSKN prominentnym działaczom będącym w jawnej
opozycji do zarządu towarzystwa oraz utrzymywanie przez redakcję kontaktów z
Ruchem Autonomii Śląska (RAŚ). - Po co promować ludzi, którzy mówią, że chcą
walczyć o prawa narodu śląskiego, a dążą do autonomii? - mówi poseł Kroll.

Podobnie działalność Theisena widzi Mariusz Klonowski z założonego w Goerlitz
Polsko-Niemieckiego Klubu Prasowego. - Mogę zrozumieć pana Krolla. Pan
Theisen ma w naszym mieście swoje biuro i wydaje tu miesięcznik "Schlesien
Heute". To inteligentny człowiek, który przez lata nauczył się, jak pod
płaszczykiem ochrony praw człowieka propagować klasyczny rewizjonizm,
polegający chociażby na domaganiu się od Polski odszkodowań za mienie
pozostawione w Polsce przez Niemców po 1945 roku. W jego sklepie jest mnóstwo
książek o krzywdach wypędzonych Niemców, ale nie ma tam co szukać choćby
jednego pisma o zbrodniach niemieckich. To chyba nie przypadek, że na
internetowych stronach niemieckich organizacji antyfaszystowskich jego
nazwisko znajduje się na liście prawicowych radykałów - zastanawia się
Klonowski.

Jak nie kijem, to pałką

Dla osób związanych z redakcją pisma oraz polityków RAŚ opinie głoszone przez
Krolla to próba stłumienia opozycji w środowisku mniejszości. - Znam pana
Theisena i osoby piszące do tego pisma. To młodzi, wykształceni ludzie o
wyważonych sądach. Żadna ekstrema, chociaż nie kryją swoich prawicowych
poglądów. Czasem poruszają kontrowersyjne tematy, jak chociażby sprawa
wypędzenia Niemców. Taka już rola prasy, żeby nie chować głowy w piasek.
Zdarza się, że napiszą coś o RAŚ lub narodowości śląskiej w życzliwym lub
neutralnym tonie, ale przecież to nie zbrodnia. Sądzę, że atak na gazetę jest
próbą skompromitowania osób myślących inaczej niż grupa rządząca obecnie
organizacją Niemców na Opolszczyźnie - uważa przewodniczący śląskich
autonomistów Jerzy Gorzelik.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030930/kraj/kraj_a_5.html




Strona 3 z 3 • Wyszukano 182 postów • 1, 2, 3
 
Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates